Dziś zaglądamy do książki „Niedoskonały Pingwin” wydawnictwa Zielona Sowa. Jest to krótka opowieść o pingwinie Kubusiu, który nie był doskonały, poważny i rozsądny tak jak jego koledzy. Gdy inni spokojnie łowili ryby on bawił się i wygłupiał. Ciągle upominano go, aby był ostrożny i dobrze się zachowywał. Koledzy mówili mu, że jest niemądry i brzydko pachnie. Pewnego dnia podczas zamieci smutny Kubuś opuścił stado. Dopiero wtedy pozostałe pingwiny zrozumiały, że bez Kubusia jest nudno i brakuje go w grupie.

Jest to kolejna propozycja z biblioteczki Ady i Marcelego, którą pożyczyliśmy jakiś czas temu i czytamy. Historia Kubusia może być dobrym początkiem rozmowy z dzieckiem, podczas której możemy zapytać malucha jak ocenia zachowanie Kubusia i reszty grupy. Czy kiedykolwiek czuł się wykluczony z grupy, czy zdarzyło mu się źle potraktować kogoś kto go zdenerwował. Na ostatniej stronie znajdziemy podpowiedź w jaki sposób możemy poprowadzić taką rozmowę. Póki co, Janek jest jeszcze za mały na poważną rozmowę o emocjach, ale podoba mu się ta historia i czytając staram się w prosty sposób przekazywać mu to, że każdy z nas jest inny i każdy ma swoje zalety.

Myślę, że jest to też fajna książka dla przedszkolaków, które rozpoczęły naukę samodzielnego czytania. Krótka historia z przesłaniem, niewiele tekstu i ładne kolorowe ilustracje.

 

WYCZEKANY ŚNIEG
W końcu, po trzech miesiącach opowieści pojawił się śnieg! Myślę, że nie tylko my musieliśmy na szybko zmieniać plany i wykorzystać okazję do zabawy. Janek nie pamięta zeszłorocznej zimy, więc śnieg poznawaliśmy na nowo. Jak odbieram go ze żłobka, to zazwyczaj mija pół godziny zanim uda nam się ubrać i wyjść z szatni, zawsze jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Tym razem, gdy powiedziała, że spadł śnieg i idziemy do parku, udało nam się wyjść w ciągu 10 minut 🙂 Szczerze mówiąc miałam plan, żebyśmy ulepili bałwana, jednak Janek miał inny pomysł na zabawę. Rzucaliśmy kulkami, biegaliśmy, robiliśmy orzełki, odśnieżaliśmy, Janek jadł śnieg i obowiązkowo musieliśmy iść na plac zabaw. Okazało się, że zabawa na ośnieżonym placu zabaw była dla Janka taką frajdą, że kompletnie nie był zainteresowany lepieniem bałwana. Zjeżdżanie ośnieżoną zjeżdżalnią w zaspę spotkało się z takimi okrzykami radości, że spacerujący po parku śmiali się z tej euforii wywołanej niewielką ilością mokrego śniegu. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było ciężej wyciągnąć Janka z placu zabaw, nawet deszcz, który zaczął padać nie był żadną przeszkodą. W końcu cali mokrzy i zmarznięci, już po zmroku wróciliśmy do domu. 🙂