Duża książka obrazkowa od wydawnictwa Babaryba, której bohaterami są zwierzęta. Na każdej stronie dużo się dzieje, ciekawe przygody i cała masa pociągów różnego rodzaju. Znajdziemy w niej pociąg towarowy, drezynę, lokomotywę, tramwaj, a nawet metro. Jest też śmieciarka, straż pożarna i policja, więc każdy wielbiciel motoryzacji znajdzie coś dla siebie.

Muszę przyznać, że gdy do nas dotarła kilka miesięcy temu, to w pierwszym momencie nie zachwyciły mnie ilustracje. Jednak jak to czasami bywa, jednego nie zachwyca, a drugiego porywa i tak było w naszym przypadku. Janek od początku był nią oczarowany, a ja po kilku dniach ciągłego czytania przekonałam się do jej grafiki. Czytamy ją bardzo często, oglądamy pociągi i śledzimy losy bohaterów. Fajnym elementem, który nam się spodobał jest smok. Raz ukrywa się w tunelu, innym razem czai się za budynkiem lub wchodzi do kanału. Jest też historia rozlanej farby i brudnej pupy, którą śledzimy za każdym razem. Książka tak się spodobała, że kupiliśmy kolejne z tej serii i też są bardzo dobre. Pozostałe to: „Auta”, „Samoloty” i „Na budowie”.

STACJA MUZEUM

Wiele razy przechodziłam obok tego miejsca i nigdy jakoś nie było dobrego momentu żeby tam zajrzeć. Janek bardzo lubi pociągi i czasami jeździmy na stację kolejową, aby na nie popatrzeć. Dlatego tym razem stwierdziliśmy, że czas odwiedzić Muzeum Kolejnictwa.

Samo muzeum nie jest duże, znajdziemy tam trzy sale i skansen na zewnątrz. W salach jest sporo modeli pociągów i lokomotyw, bardzo ładnie wykonane i ciekawe. Z dwulatkiem nie mieliśmy za dużo czasu, aby czytać opisy, jednak bardziej cierpliwi zwiedzający mogą zobaczyć i poczytać o historii kolei w Polsce i na świecie. Do muzeum wybraliśmy się przed godziną 11, czyli niedługo po otwarciu. W środku nie było prawie nikogo, więc mogliśmy spokojnie sobie pochodzić (lub pobiegać 😊) i pooglądać. Dopiero gdy wychodziliśmy, pojawiło się kilka innych rodzin, więc z rana można wybrać się tam bez obaw przed tłumami.

Na zewnątrz, w peronach stoi około 50 pociągów, z różnego okresu. Jankowi wydawały się ogromne, z resztą mi też i aż ciężko było uwierzyć, że niektóre z nich jeździły. Miały ogromne żeliwne (przynajmniej tak mi się wydawało) koła i naprawdę zrobiły na Janku wrażenie. W muzeum spędziliśmy około godziny, więc to raczej szybka atrakcja, ale jeśli lubicie pociągi to warto tam zajrzeć.