To seria książek od wydawnictwa Egmont, w których w prosty sposób przedstawione są różne zagadnienia naukowe. Dziś chciałabym pokazać Wam dwie pierwsze: „Termodynamika” i Energia odnawialna”.

“Termodynamika”

Wszystko co żyje bierze energię ze słońca. Słońce świeci na malucha i na drzewo, dzięki słońcu drzewo może rosnąc. Gdy drzewo ma dostęp do światła słonecznego, wody i powietrza, odżywia się i może kwitnąć, dzięki temu mamy jabłka. Maluch zjada jabłko i ma energię żeby się bawić i rosnąć. Książka przybliża zagadnienie energii i procesów cieplnych oraz to w jakiś sposób wpływają one na otoczenie. Oczywiście jest to bardzo uproszczony przekaz, tak aby maluch mógł skojarzyć podane informacje z codziennymi sytuacjami.

“Energia odnawialna”

Temat przedstawiono na przykładzie koca, maluch ma swój kocyk, pod którym nie jest mu ani za ciepło ani za zimno. Ziemia również ma swój kocyk, jest nim powietrze. Gazy cieplarniane zatrzymują ciepło lepiej niż inne gazy, dlatego pod kocykiem z powietrza Ziemi robi się z byt gorąco. Aby pomóc ziemi możemy korzystać z energii odnawialnej. Dowiadujemy się w jaki sposób możemy pomóc i skąd możemy czerpać energię. Maluch również może pomóc Ziemi, segregując śmieci czy gasząc światło.

Muszę przyznać, że kupując pierwsze książki z tej serii zastanawiałam się czy nie są trochę na wyrost. Jednak gdy do nas dotarły okazało się, że są naprawdę fajne, a Janek chętnie je czyta. Kolorowe ilustracje i bardzo prosty sposób przekazu trafiają do malucha. Małe dziecko pewnie nie zrozumie wszystkiego, jednak może zobaczyć jak wygląda Ziemia, wiatraki, panele słoneczne. Książka jest też dobrym zaczątkiem do rozmowy na temat segregowania śmieci, smogu czy ogólnie dbania o środowisko.

OGLĄDAMY WIATRAKI

Stale zaskakuje mnie to, ile radości mogą sprawić proste rzeczy. W okolicy mojego rodzinnego domu, w oddali widać wiatraki. Przejeżdżałam tamtędy wiele razy i nigdy jakoś specjalnie nie zwracałam na nie uwagi. Ostatnio postanowiliśmy podjechać i zobaczyć je z bliska. Niby nic wielkiego, a jednak cieszy. Okazało się, że wiatraki, które z daleka wyglądają jakby stały obok siebie, wcale nie są tak blisko i są ogromne. Jankowi bardzo się podobało, byliśmy tam kilka dni temu, a do tej pory chodzi i pokazuje jak wiatrak się kręcił i jaki był duży. Po raz kolejny okazuje się, że nie potrzeba wielkiej organizacji, aby sprawić maluchowi radość. Dla nas to zwykłe wiatraki, a dla dzieci mogą okazać się czymś niesamowitym.