Dziś zaglądamy do zimowej, trzeciej części Pucia. Tego chłopca, jego rodzinę i przygody na pewno wielu z rodziców dobrze zna, a niektórzy mogą cytować dialogi obudzeni w środku nocy. My zdecydowanie do takich należymy. Pierwszy tom został bowiem wydany w 2016 roku, gdy Stefan zaczynał mówić i wspólne czytanie z nim Pucia, gdy naśladował wszystkie dźwięki, było cudowne. Następne tomy również idealnie wstrzeliły się w jego etapy nauki mówienia. Teraz przerabiamy całego Pucia drugi raz z Maliną, a pierwszy tom już został przekazany młodszemu Jankowi. Autorka Marta Galewska-Kustra jest dr. n. hum. logopedą i pedagogiem dziecięcym. Napisała serię „Uczę się: mówić, wymawiać, opowiadać”, która pomaga wspierać rozwój mowy dzieci. Każde wydanie zawiera praktyczne wskazówki, objaśnienie jak używać książki, czego unikać podczas czytania i na co zwrócić uwagę. Część trzecia zimowa, czyli Pucio i ćwiczenia z mówienia zawiera więcej tekstu niż dwie poprzednie pozycje, zdania są bardziej rozbudowane, pojawiają się podstawowe zasady gramatyki. Akcja toczy się w zimowej scenerii, podczas gdy Pucio z rodziną wyjeżdża na ferie, w góry do swoich krewnych. Początkowe rozczarowanie z powodu braku śniegu, ratuje wujek, organizując wyprawę w góry, aby sprawdzić czy tam go nie ma. Wieczorem w oknie pojawiają się na szczęście upragnione białe płatki zwiastujące zimowe szaleństwa – narty, sanki, łyżwy, lepienie bałwana, bitwę na śnieżki. Jest też mała przestroga dla niesłuchających rad mamy – tata z nogą w gipsie, na którym Pucio rysuje oczywiście swój ulubiony samolot. Sytuacje i przygody, w których towarzyszymy  Puciowi, są bliskie naszemu życiu codziennemu, dlatego tak łatwo zyskują naszą sympatię. Ale także uczą zachowań w konkretnych sytuacjach (nie hałasujemy w górach bo tam mieszkają zwierzęta) oraz pokazują jak dużą rolę odgrywa rodzina w życiu każdego człowieczka i jak fajnie można razem spędzać czas.

LODOWISKO
Spragnieni śnieżnej zimy i związanych z nią atrakcji wybraliśmy się na lodowisko. Jazda na łyżwach kojarzy mi się zawsze z beztroskim okresem dzieciństwa, gdy całe dnie spędzaliśmy na pobliskim lodowisku. Stefek w tym roku pierwszy raz założył łyżwy na nogi i nawet nie chciał ich zdejmować natychmiast po włożeniu. Jazdą jeszcze tego nie można nazwać, ale było całkiem nieźle. Super sprawą są foczki, których dzieci trzymają się, stawiając pierwsze kroki na łyżwach albo siadają na nich, aby odpocząć, podczas gdy rodzice mogą szusować, mając dziecko w zasięgu wzroku i ręki. Jeśli macie w ekipie młodych adeptów łyżwiarstwa, wybierajcie lodowiska z takim sprzętem, na pewno będzie łatwiej i milej. My wybraliśmy się na lodowisko na Stadionie Narodowym, gdzie w ramach akcji Zimowy Narodowy powstały między innymi dwa, dość duże lodowiska. Zależy od dnia, ale w weekendy jest dość tłoczno, co na samym lodowisku nie jest problemem, a bardziej odczuwalne w kolejkach do wejścia czy wypożyczalni. W środku jest strefa gastro, gdzie można wypić gorącą czekoladę i coś przekąsić. Pamiętajcie Kupcie bilety przez internet i weźcie swoje łyżwy, ominiecie wtedy dwie kolejki 🙂