To kolejna książka opowiadająca historię bez słów, która u nas okazała się totalnym hitem.

Grupa przyjaciół (niedźwiedź, zając, kogut i kury) mieszkała sobie w małym domku w lesie, aż pewnego dnia na ich podwórko zakradł się lis i porwał jedną z kur. Przyjaciele ruszają w pościg za złodziejem kury i próbują odzyskać uprowadzoną przyjaciółkę. Nie jest to proste zadanie, bo list jest bardzo sprytny i szybko ucieka. W trakcie pogoni obserwujemy jakie trudności i przygody napotkali na swojej drodze.  

Świetna książka z pięknymi i prostymi ilustracjami, którą nawet półtoraroczny maluch może już powoli zacząć opowiadać swoimi słowami. My zawsze czytamy w ten sposób, że pierwszy raz ja opowiadam historię i zawsze, gdy po skończeniu słyszę „Jeszcze”, kolejny raz opowiada Janek. Zasób słów nie jest jeszcze duży, ale potrafi już przekazać sporo szczegółów z całej historii i dzięki niej nauczył się nowych słów typu „utknął” (w pewnym momencie niedźwiedź nie może wyjść z lisiej nory i właśnie utknął).  Ostatnio zauważyłam, że Janek siedzi na podłodze i strasznie się męczy już trochę podirytowany, w końcu przybiega do mnie trzymając w ręku małe pudełeczko z klockiem w środku i mówi „Mamo utknął”😊 Fajnie jest obserwować jak dzieci uczą się nowych rzeczy i coś zostaje w głowie ze wspólnego czytania.

Wydawnictwo Zakamarki w serii „ Historia bez słów” wypuściło jeszcze dwie książki „Przenosiny” i „Pociągiem”. Tych dwóch jeszcze nie znamy, ale „Złodzieja kur” mogę szczerze polecić.

 

POSZUKIWANIA LISA

Zainspirowani i spragnieni przestrzeni wybraliśmy się do lasu na poszukiwania lisa. Co prawda nie udało nam się go spotkać, ale znaleźliśmy trochę biedronek, kilka mrowisk i sporo szyszek. W wakacje, gdy wychodziliśmy często do lasu, spacery i zabawy były czymś normalnym. Teraz po długiej zimie i kwarantannie, która tak jak wszystkim i nam zaczęła bardzo doskwierać, takie wyjście to jak zupełnie nowe odkrycie. Zwykłe zbieranie szyszek do wiaderka, było super atrakcją. Każda biedronka i mrowisko były wielkim znaleziskiem. Po trzech godzinach biegania i zabawy w lesie, Janek padł w samochodzie i ciężko było go dobudzić, gdy dojechaliśmy do domu. Wystarczy odjechać 30km od miasta i można być spokojnym, że nie spotka się tłumów, którymi wszyscy teraz straszą.